To jest ciekawe! Liczby, które pokazują więcej niż wyborcze programy
W Polsce partie polityczne przed wyborami przedstawiają setki obietnic. Problem polega na tym, że po wyborach bardzo trudno odpowiedzieć jednym zdaniem na najważniejsze pytanie: ile z tego rzeczywiście zostało wykonane?
Nie chodzi przy tym o to, czy uchwalono ustawę zmieniającą jakiś przepis albo czy powołano kolejną instytucję. Z punktu widzenia zwykłego obywatela znacznie ważniejsze są obietnice dotyczące pieniędzy, podatków, wynagrodzeń, kosztów życia, mieszkań, emerytur, bezpieczeństwa, praw obywatelskich i codziennych warunków życia.
Dlatego warto oddzielić dwie rzeczy. Jedna to wszystkie możliwe obietnice zapisane w programach wyborczych. Druga to najważniejsze zobowiązania, które politycy przedstawiali wyborcom jako konkretne zmiany mające poprawić sytuację obywateli.
Prawo i Sprawiedliwość: 100 najważniejszych obietnic z wyborów 2015 roku
Po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w wyborach w 2015 roku organizacja Demagog wybrała i monitorowała 100 najważniejszych obietnic Zjednoczonej Prawicy. Nie były to przypadkowe zdania z programu. Przy wyborze uwzględniano program PiS, exposé premierów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego oraz istotne publiczne deklaracje polityków.
Z tych 100 obietnic 33 zostały zrealizowane, 4 zrealizowano z opóźnieniem, 25 zrealizowano częściowo, a 36 nie zostało zrealizowanych. Dwie pozostały zamrożone.
Oznacza to, że 37 ze 100 obietnic zostało uznanych za w pełni zrealizowane, jeżeli razem potraktować wykonanie w terminie i wykonanie z opóźnieniem. Jeżeli liczyć wyłącznie obietnice wykonane w terminie, było ich 33.
To jednak nadal nie odpowiada na ciekawsze pytanie: co właściwie znalazło się wśród tych obietnic?
Wśród niezrealizowanych znalazły się między innymi zapowiedzi obniżki VAT do 22 proc., skrócenia kolejek do lekarzy, skrócenia czasu postępowań sądowych, limitu wydatków na leki, likwidacji NFZ, zwiększenia nakładów na inwestycje oraz zwiększenia nakładów na naukę. Demagog wskazywał również na niezrealizowane zapowiedzi dotyczące między innymi mieszkań, darmowych leków dla kobiet w ciąży czy darmowych muzeów dla uczniów.
To pokazuje, dlaczego sama liczba „zrealizowanych obietnic” może być myląca. Można bowiem wykonać wiele stosunkowo małych zobowiązań, a jednocześnie nie wykonać dużych obietnic dotyczących podatków, mieszkań, ochrony zdrowia czy dochodów obywateli.
Druga kadencja PiS: 50 konkretnych obietnic
Dla drugiej kadencji Demagog sprawdził kolejne 50 konkretnych zobowiązań PiS złożonych od 2019 roku.
Tutaj wynik był następujący: 19 obietnic zostało zrealizowanych, 16 częściowo zrealizowanych, 1 zamrożona, a 14 niezrealizowanych. Oznacza to, że 19 z 50, czyli 38 proc., zostało wykonanych w całości.
To zestawienie jest szczególnie interesujące, ponieważ obejmowało zobowiązania przedstawiane wyborcom na drugą kadencję, a więc nie jest to przypadkowy zbiór wszystkich zdań znajdujących się w wielostronicowym programie.
W tym przypadku również warto patrzeć przede wszystkim na treść obietnic, a nie tylko na procent.
Jeżeli partia obiecuje zmianę, która bezpośrednio wpływa na kieszeń obywatela, jej wykonanie ma zupełnie inny ciężar praktyczny niż techniczna zmiana organizacyjna w administracji.
Platforma Obywatelska i Koalicja Obywatelska: 100 konkretów
W wyborach parlamentarnych w 2023 roku Koalicja Obywatelska przedstawiła program nazwany „100 konkretów”. Była to szczególna forma programu, ponieważ zapowiadano wykonanie tych zobowiązań w ciągu pierwszych 100 dni rządów.
Po dwóch latach, według monitoringu Demagoga, sytuacja wyglądała następująco: z 100 konkretów 5 zostało zrealizowanych w terminie, 12 zrealizowanych z opóźnieniem, 35 częściowo, 5 zamrożonych, a 43 pozostawały niezrealizowane.
Jeżeli liczyć wyłącznie wykonanie w pierwotnie obiecanym terminie, daje to 5 proc. Jeżeli do pełnej realizacji doliczyć również obietnice wykonane później, daje to 17 proc.
I tutaj również ważniejsza od samej liczby jest treść.
W programie znalazły się między innymi obietnice dotyczące podatków, przedsiębiorców, wynagrodzeń, ochrony zdrowia, mieszkań, edukacji i innych spraw bezpośrednio dotyczących obywateli. Dlatego samo stwierdzenie „zrealizowano 17 ze 100” nie mówi jeszcze, czy wykonano przede wszystkim te obietnice, które miały największe znaczenie dla sytuacji ekonomicznej Polaków.
Jest jeszcze jeden problem: co właściwie uznajemy za obietnicę?
Tutaj zaczyna się najciekawsza część całego zagadnienia.
Naukowcy zajmujący się realizacją obietnic wyborczych od dawna nie wrzucają do jednego worka każdego zdania z programu politycznego.
W badaniach za obietnicę traktuje się przede wszystkim deklarację, którą można później jednoznacznie sprawdzić. Zdanie „zbudujemy lepszą Polskę” nie daje się normalnie zmierzyć. Natomiast „obniżymy podatek X do określonego poziomu” albo „zwiększymy określone świadczenie o konkretną kwotę” już tak.
W jednym z badań dotyczących Szwecji naukowcy wprost odrzucali ogólnikowe, retoryczne deklaracje, których nie można było później obiektywnie zweryfikować. Badali natomiast konkretne zobowiązania dotyczące określonych działań.
To jest dokładnie ten sposób liczenia, który ma sens przy pomyśle demokracji kontraktowej.
Nie wystarczy powiedzieć: „poprawimy bezpieczeństwo”.
Trzeba powiedzieć: co zostanie zrobione, w jakim terminie, za ile pieniędzy i po czym obywatel będzie mógł sprawdzić, czy cel został osiągnięty.
Nie wystarczy powiedzieć: „Polakom będzie żyło się lepiej”.
Trzeba określić, co to oznacza.
Niższe podatki? Wyższe wynagrodzenia netto? Tańsza energia? Krótsze kolejki? Więcej mieszkań? Niższe koszty prowadzenia firmy? Mniejsza liczba wypadków? Mniej przestępstw? Każdy z tych celów można próbować zmierzyć.
Co pokazują badania naukowe?
To nie jest wyłącznie polski problem. Realizacja obietnic wyborczych jest od wielu lat osobnym przedmiotem badań politologicznych.
Jedno z największych badań porównawczych analizowało ponad 20 tysięcy obietnic z 57 kampanii wyborczych w 12 państwach. Autorzy stworzyli wspólne zasady określania, czy dana obietnica została spełniona. Badanie zostało opublikowane w „American Journal of Political Science”.
Inne badanie obejmujące 69 wyborów w 14 państwach wykazało średni poziom realizacji na poziomie około 60 proc. analizowanych obietnic na poziomie partii rządzących. Jednocześnie różnice między konkretnymi rządami były bardzo duże.
To ważne, ponieważ pokazuje, że sama demokracja nie powoduje automatycznie, że wszystkie obietnice są wykonywane. Ale też nie jest prawdą, że partie rządzące z zasady niczego nie realizują.
Anglia: ponad 90 proc. w konkretnym przypadku
W badaniach międzynarodowych można znaleźć przypadki znacznie wyższej realizacji obietnic.
Brytyjska Partia Konserwatywna w okresie rządów w latach 1987–1992 zrealizowała ponad 90 proc. analizowanych obietnic. W tym samym zestawieniu występowały jednak również rządy, dla których poziom realizacji był znacznie niższy.
Nie oznacza to, że w Wielkiej Brytanii każda partia zawsze realizuje ponad 90 proc. obietnic. Jest to wynik konkretnego rządu i konkretnego okresu.
Szwecja: 92 proc. w najlepszym analizowanym przypadku
Jeszcze wyższy wynik odnotowano w przypadku szwedzkich socjaldemokratów.
Rząd Socjaldemokratów z lat 1994–1998 zrealizował 92 proc. analizowanych obietnic. W innych szwedzkich kadencjach wyniki również były wysokie: badania obejmujące cztery szwedzkie rządy wykazały pełną realizację odpowiednio 86 proc. obietnic w latach 1994–1998, 83 proc. w latach 1998–2002, 81 proc. w latach 2002–2006 oraz 76 proc. w przypadku centroprawicowego rządu z lat 2006–2010.
Badania dotyczące Szwecji są szczególnie interesujące również dlatego, że analizowane obietnice były kodowane według konkretnych kryteriów, a ogólnikowe hasła nie były traktowane tak samo jak sprawdzalne zobowiązania.
Polska na tle tego podejścia
Polskie wyniki pokazują coś bardzo istotnego.
W przypadku 100 obietnic Zjednoczonej Prawicy z 2015 roku pełna realizacja wyniosła 37 proc., jeśli uwzględnić również cztery obietnice wykonane z opóźnieniem. W przypadku kolejnych 50 obietnic PiS z okresu 2019–2023 pełna realizacja wyniosła 38 proc.
W przypadku 100 konkretów Koalicji Obywatelskiej po dwóch latach pełna realizacja wynosiła 17 proc., jeżeli razem policzyć wykonanie w terminie i wykonanie z opóźnieniem. W terminie wykonano 5 proc.
Nie można jednak uczciwie powiedzieć na tej podstawie, że „Polacy dostali 37 proc. obietnic PiS” albo „dostali 17 proc. obietnic KO”. Te liczby dotyczą konkretnych zestawów zobowiązań wybranych do monitorowania, a metody i okresy są różne.
Ale pokazują one coś ważniejszego: realizacja obietnic wyborczych może być mierzona liczbowo i można ją rozliczać znacznie dokładniej niż poprzez konferencje prasowe, przemówienia i deklaracje polityków.
Najważniejsze pytanie nie brzmi jednak: ile ustaw uchwalono?
Jeżeli wyborca ma rzeczywiście rozliczać władzę, powinien przede wszystkim wiedzieć, co zmieniło się w jego życiu.
Czy obiecano obniżenie podatków i czy podatki faktycznie obniżono?
Czy obiecano zwiększenie dochodów i czy realne dochody obywateli wzrosły?
Czy obiecano tańsze mieszkania i czy rzeczywiście stały się bardziej dostępne?
Czy obiecano krótsze kolejki do lekarzy i czy rzeczywiście czas oczekiwania spadł?
Czy obiecano poprawę bezpieczeństwa i czy określone wskaźniki bezpieczeństwa rzeczywiście się poprawiły?
Czy obiecano ograniczenie biurokracji i czy obywatel faktycznie ma mniej obowiązków?
Dopiero takie rozliczenie zaczyna przypominać system, w którym wyborca jest nie tylko osobą oddającą głos raz na cztery lata, ale również kimś, kto może później sprawdzić wykonanie zamówienia złożonego przez polityków.
I właśnie tutaj pojawia się idea demokracji kontraktowej.
Program wyborczy nie byłby jedynie materiałem propagandowym. Najważniejsze zobowiązania byłyby zapisane w sposób możliwy do sprawdzenia: konkretna obietnica, termin, miernik wykonania, sposób kontroli oraz zasady postępowania w sytuacjach nadzwyczajnych, których rząd nie mógł przewidzieć.
Wtedy można byłoby po zakończeniu kadencji odpowiedzieć nie na pytanie „czy rząd uważa, że dobrze rządził?”, lecz na znacznie prostsze pytanie:
ile obiecał, ile zrobił i które z najważniejszych obietnic rzeczywiście poprawiły sytuację obywateli?
To byłaby zasadnicza różnica między programem wyborczym jako zbiorem haseł a programem wyborczym jako zobowiązaniem, które można zmierzyć i rozliczyć.