Zakaz snu w kabinie ciężarówki – europejski absurd

W coraz większej liczbie miast władze lokalne traktują sen kierowców ciężarówek w kabinach jako „kemping”. Znaki zakazu postoju dla kamperów zaczynają obowiązywać również zawodowych kierowców, mimo że kabina jest ich miejscem pracy i jedyną przestrzenią do obowiązkowego odpoczynku.

To paradoks. Przepisy wymagają pauz i snu dla bezpieczeństwa na drogach, a jednocześnie w praktyce karze się za ich przestrzeganie. Na parkingach, przy kontrolach drogowych czy na granicach kierowcy potrafią czekać kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin bez dostępu do sklepów, sanitariatów czy hoteli. Zostają tylko z zapasami i łóżkiem w kabinie.

W teorii Unia Europejska mówi o bezpieczeństwie i godnych warunkach pracy. W rzeczywistości brakuje infrastruktury, a odpowiedzialność przerzuca się na kierowców. Zamiast budować parkingi z zapleczem, łatwiej postawić znak zakazu.

Efekt? Zmęczeni kierowcy, większe ryzyko wypadków i chaos w transporcie. Sen w kabinie nie jest kempingiem — jest koniecznością. Karanie za odpoczynek to nie troska o porządek w miastach, lecz biurokratyczny absurd, który uderza w ludzi będących podstawą europejskiej gospodarki.